Właściwie od kiedy zamieszkałam w BB, często się nad tym zastanawiałam – dlaczego Bielsko-Biała nie jest kobietą? Od lat działam w organizacjach kobiecych, podejmuję wiele działam na rzecz równego traktowania kobiet i mężczyzn. A jedną z najbardziej cennych znajomości jakie zawarłam, działając na tym polu, była znajomość z Izabelą Jarugą Nowacką, pełniącą swojego czasu stanowisko pełnomocniczki rządu do spraw równego statusy kobiet i mężczyzn. I pomyśleć, że działo się to bardzo dawno, bo w latach 2001/2002. I choć od tego czasu upłynęło tak wiele – niemal 20 (słownie: dwadzieścia) lat – tak niewiele się zmieniło.

Wracając do Bielska-Białej. Magazyn WSPÓLNOTA sprawdzał silę kobiet w lokalnym samorządzie i okazało się, że nasze miasto wypadło słabiutko. W 25 osobowym składzie Rady Miejskiej w Bielsku-Białej pań jest ledwie 6.

4 dostały się tam z wyboru, 2 trafiły, gdy zwolnił się mandat prezydenta Klimaszewskiego i jego jednego z jego zastępców. Zatem w Radzie Miasta panie stanowią ledwie 24%. Gdy do tego doliczyć funkcje w Ratuszu (szef miasta/gminy lub jego zastępcy), a tak liczyli redaktorzy WSPÓLNOTY, stopień sfeminizowania BB wynosi 8%. W rankingu na 66 miast na prawach powiatu zajmujemy mało zaszczytne 57 miejsce.

Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego lokalny samorząd jest tak nieprzesadnie sfeminizowany?

Jedną z odpowiedzi, cisnącą się nieodparcie na usta jest fakt, że przez wiele lat miastem rządził mężczyzna, który – jakby to powiedzieć, żeby zabrzmiało w miarę łagodnie, i aby nie znęcać się nad starszym schorowanym człowiekiem – nie uważał kobiet za godnych partnerów.

Skąd to wiem? Z pierwszej ręki? Kilka lat temu, wraz z przyjaciółką przymierzałyśmy się do zorganizowania w Bielsku-Białej ogólnopolskiego kongresu Dress for Success. Ratusz wydał nam się dobrym adresem, by o takim przedsięwzięciu porozmawiać. Jednak szybciutko wybito nam to z głowy, zapewniając że ówczesny prezydent na pewno inicjatywny nie poprze. A wszelkie pomysły typu: babskie kongresy, konferencje czy tam jeszcze baby sobie wymyślą uważa, – znowu, jakby to delikatnie ująć – za mało poważne. Funkcjonowały więc sobie panie na drugim, trzecim a częściej czwartym planie, bardziej wprawiając się w parzeniu kawy i myciu kubków niż w działaniu na rzecz…

Niesprawiedliwością jest zrzucenie całej winy na jednego konkretnego mężczyznę, czy też mężczyzn w ogólności. Kobiety nie popierają kobiet, i to jest twardy fakt, potwierdzony wieloma badaniami. Parytety bywają pomocne w układaniu list wyborczych. Gdy przychodzi do głosowania, gubi się gdzieś „solidarność jajników”, a górę bierze patriarchalno katolickie przekonanie, że skoro przez tyle lat faceci rządzili światem, to pewnie Bóg (płeć męska) dobrze to wymyślił.

Bo czymże jest to skromnie 100 lat praw wyborczych, okupionych gehenną naszych praprababek sufrażystek? Niczym! Kroplą w morzu rozciągającej się się na przestrzeni wieków męskiej dominacji. Czasami trudno nam jest zmienić mało istotne przyzwyczajenie, ot kupić inny makaron niż ten co zawsze. A tu do zmiany jest wielowiekowa ‚tradycja” męskiego panowania nad światem.

Nawet i w naszym, nieprzesadnie sfeminizowanym mieście, można znaleźć chlubne wyjątki, nie dotyczą jednak samorządu lokalnego.

Szefowa Gminy Wyznaniowej Żydowskiej jest kobietą.

Pani na Zamku, czyli dyrektorka Muzeum Historycznego jest kobietą.

Prezes zarządu PSS Społem w jest kobietą.

Dyrektor naczelna i artystyczna Teatru Lalek Banialuka jest kobietą.

No i nasza szefowa, prezeska Niezależnych, też niewątpliwie zalicza się do tego grona.

Jednakże nasze miasto, tak patrząc po całości, kobietą na pewno nie jest. Trzeba mocno liczyć, że się to zmieni. I na samym liczeniu nie poprzestawać, tylko przekuć je w działanie.

Natomiast kobietą jest – moim skromnym zdaniem – sąsiednie Jaworze. I niech się tamtejszy wójt nie obrazi za takie porównanie. Nie znaczy to, że jest baba, a wręcz przeciwnie. Jako 100% mężczyzny, z prawie 90% poparciem lokalnej społeczności, potrafi znienacka pojawić się na spotkaniu lokalnego Kręgu Kobiet z naręczem goździków, po czym każda z obecnych na spotkaniu pań dostała kwiatka i siarczysty pocałunek. Drobny gest, doceniający społeczną pracę kilku dziewczyn z Jaworza.

Właściwie od kiedy zamieszkałam w BB, często się nad tym zastanawiałam – dlaczego Bielsko-Biała nie jest kobietą? Od lat działam w organizacjach kobiecych, podejmuję wiele działam na rzecz równego traktowania kobiet i mężczyzn. A jedną z najbardziej cennych znajomości jakie zawarłam, działając na tym polu, była znajomość z Izabelą Jarugą Nowacką, pełniącą swojego czasu stanowisko pełnomocniczki rządu do spraw równego statusy kobiet i mężczyzn. I pomyśleć, że działo się to bardzo dawno, bo w latach 2001/2002. I choć od tego czasu upłynęło tak wiele – niemal 20 (słownie: dwadzieścia) lat – tak niewiele się zmieniło.

Wracając do Bielska-Białej. Magazyn WSPÓLNOTA sprawdzał silę kobiet w lokalnym samorządzie i okazało się, że nasze miasto wypadło słabiutko. W 25 osobowym składzie Rady Miejskiej w Bielsku-Białej pań jest ledwie 6.

4 dostały się tam z wyboru, 2 trafiły, gdy zwolnił się mandat prezydenta Klimaszewskiego i jego jednego z jego zastępców. Zatem w Radzie Miasta panie stanowią ledwie 24%. Gdy do tego doliczyć funkcje w Ratuszu (szef miasta/gminy lub jego zastępcy), a tak liczyli redaktorzy WSPÓLNOTY, stopień sfeminizowania BB wynosi 8%. W rankingu na 66 miast na prawach powiatu zajmujemy mało zaszczytne 57 miejsce.

Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego lokalny samorząd jest tak nieprzesadnie sfeminizowany?

Jedną z odpowiedzi, cisnącą się nieodparcie na usta jest fakt, że przez wiele lat miastem rządził mężczyzna, który – jakby to powiedzieć, żeby zabrzmiało w miarę łagodnie, i aby nie znęcać się nad starszym schorowanym człowiekiem – nie uważał kobiet za godnych partnerów.

Skąd to wiem? Z pierwszej ręki? Kilka lat temu, wraz z przyjaciółką przymierzałyśmy się do zorganizowania w Bielsku-Białej ogólnopolskiego kongresu Dress for Success. Ratusz wydał nam się dobrym adresem, by o takim przedsięwzięciu porozmawiać. Jednak szybciutko wybito nam to z głowy, zapewniając że ówczesny prezydent na pewno inicjatywny nie poprze. A wszelkie pomysły typu: babskie kongresy, konferencje czy tam jeszcze baby sobie wymyślą uważa, – znowu, jakby to delikatnie ująć – za mało poważne. Funkcjonowały więc sobie panie na drugim, trzecim a częściej czwartym planie, bardziej wprawiając się w parzeniu kawy i myciu kubków niż w działaniu na rzecz…

Niesprawiedliwością jest zrzucenie całej winy na jednego konkretnego mężczyznę, czy też mężczyzn w ogólności. Kobiety nie popierają kobiet, i to jest twardy fakt, potwierdzony wieloma badaniami. Parytety bywają pomocne w układaniu list wyborczych. Gdy przychodzi do głosowania, gubi się gdzieś „solidarność jajników”, a górę bierze patriarchalno katolickie przekonanie, że skoro przez tyle lat faceci rządzili światem, to pewnie Bóg (płeć męska) dobrze to wymyślił.

Bo czymże jest to skromnie 100 lat praw wyborczych, okupionych gehenną naszych praprababek sufrażystek? Niczym! Kroplą w morzu rozciągającej się się na przestrzeni wieków męskiej dominacji. Czasami trudno nam jest zmienić mało istotne przyzwyczajenie, ot kupić inny makaron niż ten co zawsze. A tu do zmiany jest wielowiekowa ‚tradycja” męskiego panowania nad światem.

Nawet i w naszym, nieprzesadnie sfeminizowanym mieście, można znaleźć chlubne wyjątki, nie dotyczą jednak samorządu lokalnego.

Szefowa Gminy Wyznaniowej Żydowskiej jest kobietą.

Pani na Zamku, czyli dyrektorka Muzeum Historycznego jest kobietą.

Prezes zarządu PSS Społem w jest kobietą.

Dyrektor naczelna i artystyczna Teatru Lalek Banialuka jest kobietą.

No i nasza szefowa, prezeska Niezależnych, też niewątpliwie zalicza się do tego grona.

Jednakże nasze miasto, tak patrząc po całości, kobietą na pewno nie jest. Trzeba mocno liczyć, że się to zmieni. I na samym liczeniu nie poprzestawać, tylko przekuć je w działanie.

Natomiast kobietą jest – moim skromnym zdaniem – sąsiednie Jaworze. I niech się tamtejszy wójt nie obrazi za takie porównanie. Nie znaczy to, że jest baba, a wręcz przeciwnie. Jako 100% mężczyzny, z prawie 90% poparciem lokalnej społeczności, potrafi znienacka pojawić się na spotkaniu lokalnego Kręgu Kobiet z naręczem goździków, po czym każda z obecnych na spotkaniu pań dostała kwiatka i siarczysty pocałunek. Drobny gest, doceniający społeczną pracę kilku dziewczyn z Jaworza.

Panowie nie chcą dzielić się władzą. Negują istnienie takich zjawisk jak znany wszystkim szklany sufit, czy mniej znana lepka podłoga („przylepienie” do pełnionych latami funkcji, bez możliwości awansu). Pewnych zdarzeń nie da się jednak cofnąć. Tego kwiata (kobiet znaczy) jest pół świata, i chociażby z tej racji, należy nam się połowa władzy na ziemi. Amen!